"Keep going" 0
"Keep going"

„Keep going!”

Mam łatwość robienia wielu rzeczy, bardzo się staram współpracować i działać razem. Mogę stwierdzić, że należę do tych ludzi, których robota lubi. Spalam się w pracy, dużo działam, podejmuję się wielu wątków. Od jakiegoś czasu sama siebie utwierdzam w przekonaniu, że jestem idealnym człowiekiem na zastępstwo, a dodatkowo szybko się adaptuję, jeszcze szybciej się uczę, choć już bardzo dużo potrafię. Wpadam na genialne pomysły, staram się być otwarta i chętna na nowe wyzwania, ludzi, miejsca. Lubię siebie za to podejście, że 'With every rising of the sun think of your life as just begun'.

Uwielbiam te momenty, kiedy dociera do mnie, że tak, że właśnie tak chciałam przez całe życie. To są takie tylko moje chwile, którym daję się nasycić, bo już wiem, że tak nie musi być zawsze. Wczoraj przy kuchennym stole jak meteoryt spadła na mnie potęga marzeń. Czasem sobie coś wymyślę i to się dzieje. Najczęściej w ciut zmienionej wersji, z innymi bohaterami, nawet tymi pierwszoplanowymi i innym tłem, ale się dzieje. Taki dar, że czasami wybiegam za szybko w przyszłość. Kiedyś zebrałam 'dane' i sama wymyśliłam pomysł na pisanie, podałam go dalej. Ewoluował, przechodził przemiany, są momenty zwątpienia i totalnych zachwytów, to ciągły proces. Życie dokłada do tego ciągle swoje trzy grosze. W takich chwilach staram się pamiętać, żeby na spokojnie zastanowić się czego tak naprawdę chcę, zachowując przy otwarty umysł i elastyczne podejście, bo przecież nic na siłę, nie chodzi o to, żeby było tak jak sobie wymyślimy, a o to, żeby prowadziło ku radości. I wczoraj świat po raz kolejny dał mi odczuć: 'keep going!'. Bardzo tego potrzebowałam.

W domu unosi się zapach szarlotki, rośnie chleb, w kubkach gorąca herbata, za oknem piękne jesienne słońce, w tle słychać delikatne skwierczenie świecy, wszystko jak z obrazka, dokładnie tak jak powinno być.

Z pracą, z pokonywaniem własnych ograniczeń, z ludźmi, z problemami, z różnymi sytuacjami w życiu staram się dawać sobie szansę na to, żeby odpuścić jak coś nie idzie, spróbować znaleźć synonim, zrobić krok wstecz, żeby nabrać dystansu. Zaakceptować i zauważyć, że życie to wiele wątków. I warto inwestować we wszystko siebie, żeby gdy w pracy przestaje nam się układać, mieć ludzi, którzy wyciągną na rower, zakupy, kino, koncert, czy wpadną na wspólną herbatkę , ot tak po prostu.

Spotykam się często z tym, że paradoksalnie moja postawa, wydawałoby się pożądana, jest przeszkodą. Tak trudno czasami dojść do wspólnego wniosku, że 1+1 równa się nieskończenie wiele możliwości. Uwielbiam się dzielić, od jakiegoś czasu sporo o tym mówię, udzielam się, proponuję i angażuję się w projekty, dzięki którym inni mogą się ode mnie nauczyć, korzystać z mojego doświadczenia, wiedzy, energii. Potrafię wykombinować kombinacje, połączenie, zmiany, na które wpadam sama i czuję się przy tym natchniona jakby genialną ideą. W zeszłym roku, usłyszałam na swój temat zdanie, że świat to dla mnie za mało. I jak teraz już z dystansu patrzę na mój organizer z zeszłego roku, to sama łapię się na tym, że wiele rzeczy dokonałam chyba jakąś nadludzką siłą. Zrobiłam to przede wszystkim dla siebie, ale sama nie dałabym rady. Nie osiągnęłabym bym tego bez akceptacji i miłości bliskim. Bez uczucia, że tak jest z Tobą trudno i czasami ciężko dogadać się i wytrzymać, ale jesteś częścią naszego stada i w sumie fajnie się robi właśnie z Tobą niektóre rzeczy. Bez tych momentów, kiedy dostaję szansę, kiedy po raz kolejny starają się zrozumieć i poradzić sobie z tym, że wychodzę z pracy długo po czasie, że mnie nie ma, nie spędzamy wspólnie czasu, że nie uczestniczę we wspólnych aktywnościach, że wracam po kolejnym z rzędu weekendzie z dala od domu, że jeszcze kolejny koncert, basen, yoga, spotkanie, szkolenie, konferencja, wyjazd, spacer, rower, kolejny raz zdecydowałam inaczej, czasem pod prąd. Bez tej wyrozumiałości i poczucia wspólnoty chyba odechciałoby mi się wszystkiego.

Prawie dokładnie rok temu byłam w zupełnie innym punkcie w życiu. Pamiętam że, kiedy siedziałam w aucie, podsumowałam wydarzenia dnia, doszłam do wniosku, że świat mi się skończył w jednej chwili. I wtedy stała się rzecz niezwykła, wracam do niej teraz bardzo często. To był moment całkowitej przemiany wewnętrznej, nigdy tak nie miałam wcześniej. 'Teraz skoro skończyło się to co było wymarzone, idealne, wyśnione to? Może być gorzej, a co jeśli może być lepiej?!” I wtedy nawet ja przy całej życiowej naiwności nie byłam w stanie w to uwierzyć, ale świat postanowił mnie wesprzeć stawiając wspaniałych ludzi na mej drodze. Ludzi, którzy mnie budują, którzy potrafią ze mną, którzy chcą wcielać ze mną w życie nowe idee i pomysły, którzy pozwolili mi wrócić po prawie dwóch latach nieobecności, którzy czekają z sałatką, bo się martwią, że jak jestem na diecie, to na pewno nie mam co jeść, którzy przyniosą świecę w prezencie, z nadzieją, że może przypadnie mi do gustu  którzy długo w noc dochodzą ze mną do wniosku, że to bez sensu, że rezygnujemy, że nie warto, że kiedy indziej, że już nam się nie chce i następnego dnia wystarczy nam jedna wymiana wiadomości, żeby postawić świat na głowie i zmienić zdanie dochodząc do wniosku, że przecież o to nam chodzi w życiu, że tak! chcą ze mną dzielić moją radość, którzy cierpliwie znoszą moje stany niskie półśrednie, którzy dają mi odczuć, że warto na mnie czekać. Ludzie, którzy nawet swój wyjątkowy, wolny czas chcą spędzać ze mną, bo rzadko zdarza nam się tak po prostu bez dzieci i obowiązków.

Mam tendencję do wyolbrzymiania dobrych gestów. Zachwycam się prostymi sytuacjami, momentami, kiedy ktoś wpadnie rano na kawę do pracy, kiedy podesłana rano piosenka podniesie kąciki ust do góry, kiedy: 'tak! deszcz, wiatr, zimno to jest idealna pogoda”, kiedy na mój totalnie zwariowany plan słyszę szczere: „Ale to jest genialny pomysł Dorotko!”

Piszę o tym, bo sama sobie chciałabym przypomnieć, że warto robić więcej niż wypada, warto próbować więcej niż by się chciało. Warto dzielić się problemami, bo wtedy szybciej można znaleźć rozwiązanie i wtedy może przyjść do nas pomysł, na który nigdy w życiu byśmy sami nie wpadli. Cenię sobie też te momenty i bardzo się uczę od innych jak można dzielić się radością, sukcesami, dobrymi zmianami w naszym życiu. Bądźmy dla siebie dobrzy, smakujmy razem życie i celebrujmy wspólne zachwyty i proste zwykłe momenty, kiedy dane jest nam przez chwilę, w tej ciągłej sztafecie z czasem, po prostu pobyć razem tu i teraz.

 

Komentarze do wpisu (0)

Nasze blogowanie
"Keep going"

„Keep going!”

Mam łatwość robienia wielu rzeczy, bardzo się staram współpracować i działać razem. Mogę stwierdzić, że należę do tych ludzi, których robota lubi. Spalam się w pracy, dużo działam, podejmuję się wielu wątków. Od jakiegoś czasu sama siebie utwierdzam w przekonaniu, że jestem idealnym człowiekiem na zastępstwo, a dodatkowo szybko się adaptuję, jeszcze szybciej się uczę, choć już bardzo dużo potrafię. Wpadam na genialne pomysły, staram się być otwarta i chętna na nowe wyzwania, ludzi, miejsca. Lubię siebie za to podejście, że 'With every rising of the sun think of your life as just begun'.

Newsletter
Zapisz się do newslettera i odbierz 5% rabatu na pierwsze zakupy!
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
facebook
Sklep internetowy Shoper.pl